Małe Licho i babskie sprawki


Małe Licho i babskie sprawki wyspa kobiet

Kolejny tom bestsellerowej serii dla dzieci, dorosłych i potworów, bez względu na wiek, kształt bądź liczbę macek!

Czwarta klasa to nie przelewki, o czym Bożydar Antoni Jekiełłek przekonuje się na własnej skórze. Również w domu nie ma co liczyć na spokój, kiedy z każdego kąta wyłażą krasnoludki i sikają do mleka, Tsadkiel organizuje korki z matmy, Licho zostaje kierownikiem spółdzielni mieszkaniowej, a wujek Konrad usiłuje pracować.

Ale prawdziwe zamieszanie zaczyna się, gdy do klasy czwartej be nieoczekiwanie wkracza Jedna Wielka Zmyłka, wywołując wilka z lasu. Czy też, jak w tym przypadku, widmowego Szczęsnego z zaświatów. Krasnoludki, babskie sprawki i tatuś w przypływie romantyzmu. Nic dziwnego, że pochłonięty Sprawami Bożek nie zauważa, co czai się w szkolnym budynku. A jest to coś straszniejszego niż pierwsza miłość, sprawdzian z matmy, a nawet chińskie gumki do mazania…

Małe Licho jest jak skarbiec literatury, w którym można znaleźć najcenniejsze artefakty. Świetna, wciągająca fabuła? Jest. Niesamowicie wartka akcja? Jest. Żywy, dynamiczny, plastyczny i przepiękny język? Jest. Poczucie humoru? Jest. Niemoralizująca mądrość, która otula swoją prostotą? Jest. Do licha, tu jest wszystko, czego od książki oczekuje czytelnik i czytelniczka. – Przemysław Staroń, psycholog, Nauczyciel Roku 2018, finalista Global Teacher Prize 2020

Czwarta klasa to nie przelewki, szczególnie gdy nie umie się w matematykę, wychowawcą zostaje mroczny Cebulon, glutowaty ojciec prześladuje cię na każdym kroku, a dom opanowują hordy krasnali. Czy w takich warunkach można spokojnie wyrastać z ubrań? Nie można, dlatego Bożek wraz z resztą mniej lub bardziej nieludzkich przyjaciół entuzjastycznie wpada w wir mrożących krew w żyłach przygód, przy okazji ucząc się co nieco o babskich sprawkach i o wychodzeniu z bąbelka. Marta Kisiel bezwzględnie roztapia nam serca, wykorzystując do swych celów tęczowe Licho i duży garnek kakałka. Oraz sporą dawkę klasycznej twórczości poetyckiej („Przez twe oczy zielone, zielone oszalaaałeeeeeeeem!”). I znowu umiejętnie porusza jakąś czułą strunę, o której istnieniu zapomnieliśmy lub nie wiedzieliśmy. – Biserka Čejović, „Książki. Magazyn do czytania”

Marta Kisiel (1982) – urodzona we Wrocławiu pisarka i tłumaczka. Debiutowała w 2006 roku opowiadaniem „Rozmowa dyskwalifikacyjna”. Na swoim koncie ma ukochany przez czytelników cykl „Dożywocie” („Dożywocie”, „Siła niższa”, „Szaławiła”, „Oczy uroczne”), książki dla dzieci „Małe Licho i tajemnica Niebożątka”, „Małe Licho i anioł z kamienia” i „Małe Licho i lato z diabłem”, zbiór opowiadań „Pierwsze słowo” oraz powieści z cyklu wrocławskiego: „Nomen omen”, „Toń” i „Płacz”. Dziewięciokrotnie nominowana do Nagrody im. Janusza A. Zajdla, statuetkę zdobyła dwukrotnie, za opowiadania „Szaławiła” i „Pierwsze słowo”. Jej powieść „Małe Licho i tajemnica Niebożątka” została wybrana Książką Roku 2018 w plebiscycie Lubimyczytac.pl w kategorii literatura dla dzieci, a w czerwcu 2019 r. zdobyła Nagrodę im. Ferdynanda Wspaniałego dla najlepszej książki dla dzieci 2018 roku. Kolejna powieść dla dzieci „Małe Licho i anioł z kamienia” otrzymała tytuł Książki Roku Polskiej Sekcji IBBY, zaś „Małe Licho i lato z diabłem” jest nominowane do Literackiej Podróży Hestii. Seria “Małe Licho” ukaże się m.in. w Rosji i Macedonii. Od niedawna znakomicie sobie radzi na polu powieści kryminalnych, czego owocem są „Dywan z wkładką” oraz „Efekt pandy”.

Fragment

Klasa znów zaniosła się chichotem, migiem jednak ucichła, gdy chrząknięcie nauczyciela przywołało wszystkich do porządku. Godzina wychowawcza pod wodzą Cebulona to była poważna sprawa, żadne tam śmichy-chichy.
— Cóż. Nie mam nic więcej do dodania, Bożydar wam wszystko wyjaśnił. Wyjście raz na jakiś czas z bąbelka dobrze robi. Każdemu. Dlatego dziś opuścicie swój bąbelek i zmierzycie się z Nowym. Proszę, raz-dwa. Każdy pakuje swoje rzeczy do plecaka i staje przy drzwiach. Bez dyskusji. Powiedziałem — dodał głośniej, ucinając w zarodku protesty, które podniosły się po tych słowach. — Bez. Dyskusji.
Gdy już stłoczyli się przed drzwiami, wychowawca zacząć wywoływać kolejnych uczniów po imieniu i rozsadzać na nowo. Jęki zawodu raz po raz niosły się po klasie, od pierwszej aż do ostatniej pary.
— Wykorzystajcie tę okazję, żeby się zintegrować wbrew dotychczasowym schematom towarzyskim — niósł się nad nimi chłodny głos wychowawcy. — Poznać nowych kolegów z ławki. Siebie samych. Sprawdzić się poza bąbelkiem.
— Spędziłem pół lipca z Dziwakiem, to chyba powinno się liczyć jako wyjście z bąbelka?… — rzucił Witek w przestrzeń zrzędliwym tonem, gdyż oto przyszła jego kolej. Można by pomyśleć, że powtórka z wakacji to ostatnie, na co miałby ochotę, tymczasem naprawdę liczył, że podejdzie Cebulona, który złośliwie każe mu usiąść z Bożkiem. Lecz nauczyciel wskazał chłopcu miejsce w trzeciej ławce, pod ścianą, obok straszliwie gadatliwego Pawła. Mina Witka wyrażała więcej niż tysiąc słów. Nie tylko dlatego, że wszystkie te słowa Paweł zdążył zużyć w ciągu następnych pięciu minut.
Bożek najdłużej czekał na swoją kolej. I bardzo się zdziwił, gdy koniec końców wychowawca kazał mu wrócić tam, gdzie siedział dotychczas. Tyle że tym razem bez Tomka — bo Tomek wylądował razem z Hanką w przedostatnim rzędzie od strony okna. Krzesło obok Bożka pozostało puste. I teraz wszyscy z kimś siedzieli, tylko nie on.
Przez akcję z bąbelkiem komfortu i wielkim przesadzaniem lekcja zleciała im błyskawicznie i byli bardzo zaskoczeni, kiedy dzwonek na korytarzu rozbrzęczał się metalicznie. Mimo to najszybsi uczniowie poderwali się z krzeseł, jakby ich parzyły w pupy, i po sekundzie znaleźli się za drzwiami, z wrzaskiem witając dwa dni wolności.
Kiedy w sali trzy kropka piętnaście zrobiło się cicho i pusto, wychowawca westchnął przeciągle i wziął gąbkę, żeby zetrzeć tablicę. Naraz kątem oka zobaczył złotowłosego chłopca. Stał tam z plecakiem w garści oraz miną, która wieszczyła nieuchronną Dyskusję.
— Tak, Bożydarze?
Marszcząc czoło, Bożek spojrzał na słowo BĄBELEK, wypisane czarnym markerem na białej tablicy. Dotąd wydawało mu się zabawne i nie do końca poważne przez to całe BĄ — które aż się prosiło, żeby je przeciągać i powtarzać z upojeniem. Tymczasem teraz, gdy na nie patrzył, wydawało się niemal złowróżbne. Bąbelek bolesnej niesprawiedliwości.
— Chciałem powiedzieć, że to niesprawiedliwe — wyrzucił z siebie. — To całe przesadzanie.
— Obawiam się, że życie nie operuje takimi kategoriami — wytknął mu Cebulon. — Za to każdego zmusi kiedyś do wyjścia z bąbelka, czy tego chcemy, czy nie. Każdemu coś zabierze. Im prędzej się tego nauczycie, tym lepiej dla was. — Gąbka przemknęła po białej tablicy, aż ze złowróżbnego bąbelka została sina smuga. — No co? Wujek ci przecież tłumaczył.
— Ale to tak działa tylko w książkach! — zaprotestował Bożek, wielkim wysiłkiem woli ignorując przytyk, choć aż ścisnęło go w gardle. — W książkach bohater robi i czuje tak, jak mu każe autor. I wcale nie jest powiedziane, że autor w ogóle wie, co robi. Czasem autorzy piszą cokolwiek, byle… byle tylko napisać!
— Ciekawe. Uważasz, że nie wiem, co robię?
— Tak.
— A z jakich przesłanek wysnułeś ten wniosek, Bożydarze? No? Podejdźmy do tego matematycznie. Jakie składniki równania dały ci tę konkretną sumę?
Czując, jak czoło ściąga mu gniew, chłopiec zacisnął mocniej palce na trzymanym plecaku. Cebulon zrobił to specjalnie! Dobrze wiedział, że matematyka zawsze wyprowadza go z równowagi. Ale Bożek ani myślał się temu poddać. Wziął głęboki wdech, żeby się uspokoić. Niestety, niewiele mu to pomogło.
— Pan nas przesadził na chybił trafił. Bez żadnej koncepcji.
— Czyżby?
— Tak. Antek ma kota, a Oliwka uczulenie na kocią sierść — Bożek zaczął wyliczać z narastającą satysfakcją — więc teraz będzie na lekcjach ciągle kichać i wszystkim przeszkadzać. Witek nosi okulary, a pan go usadził za Elizą, która jest od niego wyższa o głowę i mu zasłania. Michał, ten drugi, co doszedł do nas w maju, ma kłopoty z koncentracją i nie powinien siedzieć z kimś, na
dodatek od strony okna, bo będzie mu jeszcze trudniej się skupić. I też będzie wszystkim przeszkadzać. Pan nas przesadził na chybił trafił — powtórzył twardo — bo pan nas nie zna. Pan nic o nas nie wie.
Cebulon stanął tuż przed chłopcem i odezwał się beznamiętnie:
— Mylisz się, Bożydarze. Na przykład o tobie już wiem, że żyjesz sobie w bardzo wygodnym, przytulnym bąbelku. I nosa z niego nie wychylasz. Bożek poderwał głowę, żeby spojrzeć hardo w te czarne, nieprzeniknione okulary — i wtem powierzchnia rzeczywistości zadrżała gwałtownie pod jego stopami. Cień. Wszędzie zobaczył cień — gęsty, strzępiasty, skłębiony. Spowijał stojącą przed chłopcem postać nauczyciela, rozsnuwał się, rozpełzał, rozpościerał po klasie. Szukał.
Czym ty jesteś? — przez lepki chaos w głowie chłopca przebiło się pytanie.

Poprzedni Duchy. Historia seansów spirytystycznych, zjawisk paranormalnych i pogromców duchów
Następny SIŁA MIŁOŚCI