Okiem fryzjera: największe oszustwo przemysłu chemicznego cz. II
22-02-2010
Temat
koloryzacji nie jest prosty i nie jest krótki. Dopiero w jednym artykule
zdążyłem omówić przypadek, kiedy mamy naturalne włosy. A co kiedy jest tak, jak
zazwyczaj, czyli odrościk natury i pofarbowana historia? Prawda jest taka, że
wiele historii jest podfarbowywanych, nie tylko Twoja. Jest pewna zbieżność: na
początku znajomości zarówno historie, jak i włosy są jakby bardziej intensywne
w odcieniu...
Jeśli mamy naturalny podkład na odroście, zazwyczaj stalowo smutny i do tego grube, szkliste włosy, to - jak zapewne pamiętasz z poprzedniego odcinka - mamy zupełnie inne włosy, niż te dotknięte sztuczną chemią. Zapewne pamiętasz też, że mają one inne kolory. Nie wiesz, ale zaraz się dowiesz, że te kolory pochodzą z różnych pigmentów - zupełnie inne są kolory tworzone ze sztucznych barwników, a zupełnie inne z naturalnych. No to się dowiedziałaś... Masz więc dwa zupełnie różne, pod każdym względem podkłady i chcesz uzyskać ten sam efekt - niestety, jasna farba na ciemną nie przyjmie. To był skrót. Ale nie chcemy chodzić na skróty. O nie, nie my, znaczy Ty i ja. Więc rozwinę ten temat.
Każda dziewczyna mieszkająca w bloku na szóstym piętrze była z Krysią i Marysią na blauce. Ups, wydało się, że minęło dziesięć lat, jak mieszkam w Poznaniu: blauka, to wagary, po poznańsku. I na tejże blauce, gdzieś między szóstą klasą podstawówki a liceum, zafarbowałyście sobie pierwszy raz włosy. Wszystkie trzy, znaczy nie włosy trzy, tylko Wy we trzy - Ty, Krysia i Marysia, postanowiłyście udowodnić, że należycie do genetycznej elity. Wraz z celuloidem, kinem i wielkimi gwiazdami kina, aż po apogeum Marylin Monroe, szczytem marzeń jest mieć platynowe włosy. Zazwyczaj wyglądają one na planktonowe, pod warunkiem, że plankton jest żółty.
To był ten moment, od którego zaczynasz szeptem i z przerażeniem wydobywać z siebie zestaw słów z frazy zakazanej: „włosy żółte”. Mają być: białe, platynowe, metaliczne, perłowe, no w najgorszym razie słomkowe, albo ciepłe, ale nigdy żadne żółte.
Rozszerzyłem temat, bo właśnie na owych wagarach dowiedziałaś się zapewne co się stanie, kiedy na ciemną farbę nałożysz super blond. Farba ta, wbrew obietnicom i zdjęciom na pudełku, nie jest super. Teraz, kiedy już to wiesz, mogę Ci to łatwo wytłumaczyć, bez wiedzy z różnych dziedzin i bardziej rozbudowanego myślenia, że z takiego farbowania będzie tyle co z faceta. Zapewne chcesz wiedzieć, jak to zrobić, żeby nałożyć super farbę i żeby efekt wyglądał jak na obrazku. Zapewne też poznałaś super chłopaka, który też nie wyglądał, jak na załączonym na fotce.pl czy coś tam, obrazku. Nie da się! Ale można uzyskać fajny efekt. Trzeba tylko dołożyć pewnych starań.
Jeśli więc chcesz uzyskać ładny efekt, z góry musimy założyć, że inną farbę zastosujesz na odroście, inną na końcach. Podam dość czytelny przykład. Zakładając, że chcesz uzyskać kolor fioletowy i taką farbę zastosowałaś ostatnio, czyli miesiąc temu, to trzeba nałożyć mocny, ciemny fiolet na odrost i bardziej niebieski i jaśniejszy o dwa tony na resztę włosów. Dlaczego? Bo we włosach mamy trzy kolory, bo tylko takie istnieją. Są więc wewnątrz: żółty, czerwony i niebieski. Żółty odpowiada za złote odcienie, ale też naturalne, jest też w pomarańczach, brązach. Czerwony, to czerwień, fiolet, brąz, miedzie, rudości, niebieski - to wszystkie szarości, czerń, chłodne brązy, beże i te najtrudniejsze kolory, blisko natury i chłodne. Najważniejsze, co musisz wiedzieć, to, to, że nie ma innych kolorów poza tymi, które wymieniłem. Te trzy kolory podstawowe mieszając się tworząc inne odcienie. Każdy inny kolor składa się z tych trzech.
To nie koniec całej fajnej imprezy. Byłoby prosto, gdyby to był koniec historii, ale nie jest. Żółty, występujący w naturze i przydatny do farbowania włosów jest pigmentem największym. Czyli bardzo trudno go usunąć z wnętrza włosa, jeśli już tam jest. Polki mają smutne, mysie kolory, ale po rozjaśnieniu zostaje bardzo dużo żółtego pigmentu. Tak. Dlatego nawet po zastosowaniu rozjaśniacza, łatwo usunąć pozostałe, ale trudno żółty. Za to w przypadku siwych włosów, pustych w środku, najtrudniej wprowadzić żółć, bo trzeba bardzo mocno otworzyć łuskę włosa, żeby udało się wbić duży rozmiar pigmentu. Jak nie urok to sraczka. Tak.
Prawdą jest, że tylko dziewięć procent ludzi na świecie może mieć platynowe włosy po rozjaśnieniu. Prawdą też jest, że prawie każda Polka może takie włosy mieć. Ale nie prawdą jest, że da się to zrobić w chacie w sposób powtarzalny. Mam na myśli fakt, że może udać się to osiągnąć raz i już nigdy. Bo złoży się na to wiele czynników i za drugim i trzecim razem, któregoś zabraknie.
Czerwony pigment ma średnią wielkość, dość łatwo go wprowadzić i nie jest zbyt trwały. Najgorzej jest z niebieskim - jest malutki, nie trzeba praktycznie wysiłku, żeby znalazł się w środku, ale też ucieka przy każdej okazji, nie tylko przy myciu, wystarczy, że słońce mocnej przygrzeje, albo że włosy przesuszą się, bo weszłaś do ciepłego i już – poleciał. A właśnie niebieski jest niezbędny, żeby uzyskać wymarzone odcienie platyny, szarego, gołębiego blondu, czy bieli. Bez niebieskiego nie ma chłodnych odcieni w palecie, czyli naturalnych. Udaje się to na bardzo ciemnych, czyli w tabeli numerowanej od 1 – czerń do 10 – bardzo jasny blond, do poziomu trzeciego, na czwórce domowa farba zawsze już będzie ciepła, żółtawa, lub rudawa. W najlepszym razie, na taki kolor będzie się wypłukiwać.
Tytuł, który dałem tej serii artykułów, to prawda. To jest największe oszustwo przemysłu chemicznego. Wiesz już dlaczego nie ma zielonych i niebieskich odcieni w palecie? A wiesz od kiedy modne są czerwienie i fiolety? Wcale nie od kiedy światowi dyktatorzy je wprowadzili i wcale nie od kiedy kobiety chciały je nosić. Mechanizm jest zgoła inny...
Żeby całkiem wyczerpać temat, podsumuję to, co teraz napisałem o farbach. Zupełnie różne podkłady, na przykład naturalny odrost i farbowana reszta, potrzebują zupełnie różnego uzupełnienia brakujących kolorów, żeby wyrównać do tego samego.
Włosy siwe i włos naturalne potrzebują zgoła odmiennych sposobów postępowania. Naturalne mają swój barwnik, który trzeba uwzględnić (usunąć, lub wymieszać) a siwe nie mają nic. Siwe są grubsze i mają silniejszą budowę – dlatego zawsze wyłażą na wierzch. Zupełnie inaczej więc trzeba potraktować farbowanie naturalnych i siwych włosów.
Dodam do tego jeszcze jedną informację: producent nie wie, jakie masz włosy, ale jedyne za co możesz go pociągnąć do odpowiedzialności, to fakt, że zastosowana farba nie działa. Za inny efekt już nie, bo jeśli dotrwałaś do tego momentu, to rozumiesz, że jest to skomplikowana wiedza. To, że się nie znasz, a stosujesz, to nie jest argument przeciwko producentowi. Są ogólnie dostępne okulary do czytania za 19 90, które ludzie kupują sobie bez przepisu lekarza. Ludzie nie mają pieniędzy i jeśli dasz im substytut czegoś za dużo mniej i uwierzą, że dadzą radę, spróbują.
Z farbowaniem włosów jest trochę tak, jak bym zaczął sprzedawać same wypełnienia dentystyczne. Wiele kobiet robiłoby to sobie, dzieciom, sąsiadce, śmiejąc się, że stomatolog ma taką przebitkę, bo plomba w proszku kosztowała by pewnie ze trzy dychy... Spróbujesz?
Producent farb do włosów nie wie, z czym ma do czynienia, a ma być skutecznym, ładuje więc tam składniki skuteczne, czyli zajzajery. Nie jest więc prawdą, że farby sklepowe są gorsze, czy w ogóle inne niż fryzjerskie tego samego producenta. Prawdą jest na pewno, że mają znacznie więcej amoniaku i woda jest mocniejsza i pigmentu jest podwójna dawka. Bo nie wiadomo, co niby ta farba ma farbować. Bo twórca zajzajera, nie wie, czy masz włosy takie, jak pani w reklamie, której akurat ta farba super służy, czy takie jak Twoje, które się ups, zniszczą, cóż...
Podsumowując ten temat, wyobraź sobie, że masz w domu dwulatkę, sześciolatka, męża i psa. Nie dajesz im tego samego, żeby uzyskać ten sam z pozoru efekt sytości.
Ale jeszcze parę lekcji, potem praca w grupach, zebranie, burza mózgów (lub ich pozostałości) i wszystko będziesz wiedzieć.
Twój
fryzjer Sławek
Stawarczyk, autor książki „Ślub, czyli jak nie wtopić”

