Okiem fryzjera: największe oszustwo przemysłu chemicznego cz. I
10-02-2010
fot.: s3.amazonaws.com
Mieliśmy
drobną przerwę w kontakcie. Nie pisałem dwa tygodnie. I to wcale nie dlatego, że się
poddałem zimie - o nie. Miałem urwanie głowy, książkę mi wydali i zajęła mi
trochę czasu postprodukcja. To taka próba generalna tuż przed wydaniem, trzeba
ostatecznie wychwycić wszystkie błędy.
Miałem
za to czas, żeby porozmawiać z moimi klientkami, o tym, czego tak naprawdę chcą
się dowiedzieć takie cudowne dziewczyny, które czytają portal kobiecy.
Spróbuję
więc poopowiadać Wam o farbowaniu.
Jak już napisałem w tytule, to największa chryja z jaką miałem do czynienia. Nie znam bowiem dziewczyny, która wpada rozentuzjazmowana do domu i pokazując wszystkim zainteresowanym i tym nie zainteresowanym (którzy przeważają), nowo kupioną bluzkę krzyczy: - Zobacz jaki super krój, jeszcze tylko zmienię kolor i będzie super! Albo kolor Ci pasuje, albo nie kupujesz bluzki. Oczywiście nikt nie ma ambicji być specem od farbowania odzieży. Mimo tego, co najmniej połowa społeczeństwa uważa, że nauczy się jak farbować włosy w domu. Ponieważ wiemy na jakim poziomie jest polskie szkolnictwo, postanowiłem przeprowadzić dla Was taki kurs. Pewnie dlatego, że jak już coś krytykuję (znaczy się domówki farbowane - krytykuję i to bardzo) to chcę zaproponować coś pozytywnego na to miejsce. Bo co z tego, że napiszę, że coś, co robicie jest głupie... Bierzmy się więc do roboty!
Nie traktujcie tego zbyt dosłownie - nie będę brał Was do mojej roboty, chociaż oczywiście zapraszam. Z drugiej strony pewnie nie jedna z Was wzięła mnie do swojej roboty i robi teraz super mądrą minę, że niby liczy słupki, a nie czyta o farbowaniu kłaków. No nie ułatwiam tego zadania - jestem śmieszniejszy, niż słupki, i wierzę w siłę głupoty niejednego zarządu, dla którego owe słupki szykujesz. Jeśli jesteś początkującą pracownicą i zdarza się, że wysyłają Cię po ciacha, to pamiętaj, że szef zawsze lubi „tyraj misiu”, taki deser.
Najpopularniejsze pytanie, na które dzisiaj szeroko odpowiem, brzmi: dlaczego kupując farbę do włosów i wybierając kolor na opakowaniu, to i tak nie mam gwarancji, że taki sam kolor mi wyjdzie na głowie? Odpowiedź jest prosta: bo dziewczynka na zdjęciu jest wydrukowana na białym papierze, a Ty masz już jakiś kolor na głowie. Tym razem to nie był żart. To było prawie tak bardzo serio, jak moje samobójstwa w okresie dorastania, a nawet rzucanie palenia.
Twoje włosy mają kolor, a farba barwi w masie, czyli wewnątrz. Gwarantowany efekt kryjący uzyskamy olejnicą, albo farbą ftalową.. Standardowe farby fryzjerskie barwią w masie, czyli od środka. Nie jest to wyczerpująca informacja na ten temat, ale o tym będzie w jednym z późniejszych odcinków. Czyli podkład, który chcesz zabarwić, sam w sobie ma już pigment. Oznacza to, że jeśli kupisz farbę w sklepie o jakimś kolorze, to uzyskasz wypadkową pomiędzy tym kolorem z pudełka, a swoim naturalnym. Stąd oczywiste jest, że nie otrzymasz dokładnie takiego koloru, jak na obrazku, chyba że usuniesz z włosa cały jego naturalny odcień.
Często spotykamy się z opinią, że włosy ciemnieją po farbowaniu, a zazwyczaj z czasem one co najwyżej siwieją. Mamy odczucie ciemniejszego koloru, bo z czasem warunki atmosferyczne - wiatr, woda, a także częste mycie, suszarka, prostownica, promienie UVA i UVB oraz czasami AGD sąsiadki i GPS kolegi, powodują, że tracą one naturalne pigmenty.
A mając na przykład dwudziestocentymetrowej długości fryzurkę, hodowaną dwa lata, łatwo jest więc uświadomić sobie, co przeszła.
Patrząc na włosy, oceniamy kolor jako wypadkową, gdzieś na środku długości, nie przy samej skórze i pomijając dużo jaśniejsze końce. To bardzo dla nas ważna informacja: naturalnie włosy jaśnieją od nasady, aż po końce. Pamiętaj o tym, bo wrócimy do tego później. Jest to najczęstszy błąd farbowania włosów w domu – przetrawione, bardzo ciemne końce i jasny odrost. Czyli od dupy strony. (Nie wiem która to strona świata...)
Chcąc więc zafarbować naturalne włosy pierwszy raz, mamy bardzo różny kolorystycznie podkład. Ciemne od nasady i dużo jaśniejsze na końcach. Taki też efekt chcielibyśmy uzyskać po zafarbowaniu. Nawet idealnie jednobarwne włosy wyglądają sztucznie, jak u lalki. Dobrze więc, jeśli również przejście będzie ku jaśniejszemu.
Wewnątrz włosa pigment to jedynie 1% całości. Liczy się, że włos traci ton o jeden odcień przy wypłukaniu dziesiątej części jego zawartości. Czyli, jeśli włos sam z siebie stracił trzy tony na długości, to oznacza, że z wewnątrz uciekło 30% zawartości.
Często narzekamy, że włosy stają się matowe, plączą się. To dlatego, że nie domyka się łuska włosowa: lekko uchylona, nie odbija światła, zahacza się jedna o drugą i tak to potem odbieramy. Tutaj przyda się wstawa o tym jak działają szampony, czy odżywki do kolorów. Otóż, zazwyczaj, po prostu obniżają one (zakwaszają) pH włosów i przez to łuska się domyka. I tyle. Czyli chronią one kolor nie tylko farbowany, ale też naturalny, a jak masz bardzo długie włosy, to po takich produktach będą Ci się lepiej rozczesywać.
Łuskę włosa otwiera ciepło – zarówno wody, jak i suszarki, zasadowe produkty – czyli substancje myjące, te ostatnio krytykowane sulfa coś tam. Jak temu zapobiec? Po prostu płucz włosy minutę, albo dwie i skończ chłodną wodą. Do ostatniego płukania dodaj łyżkę octu, albo wina, susz chłodnym strumieniem. I już. Żadne tam halo i pierdu ą ę.
Włos z otwartą łuską wygląda jak choinka, od nasady, przy skórze, po koniec, znaczy włosa koniec. Inaczej jest z facetami, bo jeden taki z lewicy kiedyś powiedział, że faceta się nie ocena po tym jak się zaczyna, ale po tym jak się kończy i dlatego niektórzy faceci, podobają się bo mają ładny ryj, inni, bo stopy, a inni ze względu na zakończenie interaktywne, dydol znaczy się.
Jeśli korzystasz z dobrej prostownicy (dobrej, czyli takiej która osiąga odpowiednią temperaturę, między 190 – 210) to przesuwając nią od nasady po końce, jednocześnie domykasz mechanicznie łuski, poprawiając połysk, jakość i kondycję czupryny. Tak. I nie ja to wymyśliłem, ale natura.
Wracając do naszego podkładu: wiemy już, że ma swój kolor i że ten kolor, nawet na naturalnych włosach, nie jest taki sam. Wiemy też, że jaśniejsze włosy na końcach mają braki w budowie, bo wypłukanie pigmentu wskazuje na niedobory środka. Podsumowując ten fragment, logiczne jest, że jeśli nałożę tę samą mieszkankę na całą długość włosa, to na początku jego wzrostu, gdzie łuska jest lepiej domknięta, a w środku jest pełno, przyjmie tego pigmentu mniej - kolor będzie jaśniejszy. Tam, gdzie wewnątrz jest pusto, tym samym jest miejsce, żeby wchłonąć więcej barwnika – odcień więc będzie intensywniejszy, ciemniejszy.
Ponieważ omawiamy tu specyficzną sytuację, kiedy osobnik obrabiany na poewolucyjnej pozostałości sierści na głowie, wciąż wykazuje funkcje życiowe, wskazuje to na jego stałą, charakterystyczną dla gatunku temperaturę 36 i 6. Włosy nie są żywe, więc na ich końcach panuje temperatura w granicach 20 stopni. Intensywne ciepło wzmaga działanie rozjaśniacza w farbie – który jest potrzebny, żeby rozjaśnić podkład i przygotować miejsce na nowe, wprowadzane pigmenty. Efekt jest taki, że włoski przy skórze głowy są jaśniejsze, a ich końcówki - ciemniejsze.
Często słyszy się, że w trakcie menstruacji, albo przy niektórych chorobach, farba źle się przyjmuje.. To prawda, a to dlatego, że wtedy jest często podwyższona temperatura i robi się jeszcze cieplej od skóry.
Przy niedawnych, koszmarnych mrozach, występujących w naszym umiarkowanym klimacie i wskazujących na znaczne ocieplenie klimatu (ale chyba nie u nas), bardzo dbałem o to, ażeby w moim salonie uzyskać temperaturę co najmniej 19 i pół. Jak jest chłodniej, wychodzą brzydkie, sraczkowate, kolory. Można sobie z tym poradzić podgrzewając głowę przez minutę co kilkanaście minut suszarką - ale wtedy trzeba znowu uważać, żeby nie przegrzać. Tak jest przy ciemnych kolorach.
Latem, kiedy w naszym umiarkowanym klimacie następuje globalne (zazwyczaj jedno, dwu dniowe) ocieplenie, schładzam temperaturę w salonie - przy blondach poniżej 24, żeby nie przypalić skóry (włosów nie jest łatwo za pierwszym razem spalić, ale skórę – można).
Ostatni kłopot to pH włosa. I znowu: jest ono tym wyższe, czyli bardziej zasadowe, im dłużej rosną włosy. Do tego jeszcze świeżo umyte włosy - są wtedy bardziej szkliste, trudniejsze do otwarcia.
Podsumowując: jedną farbą nie uzyskasz ładnego efektu. Kolorem z palety uzyskasz wypadkową pomiędzy Twoimi włosami, a kolorem proponowanym. Końce chwycą silniej - więcej pigmentu, a u nasady jest cieplej, a więc będzie lekko jaśniej. Idealnie jest więc zastosować dwie farby, (czasem stosuję więcej) - o ton ciemniejszą na nasadę przy skórze, jaśniejszą - na końce. Wtedy uzyskujesz ładniejszy, bardziej naturalny efekt.
Jak zapewne wiesz, farbuje się na sucho. Dlaczego? Otóż woda rozcieńcza farbę oraz wypełnia wnętrze włosa nie dopuszczając farby. Więc jeśli masz tylko jedną mieszankę farby, nałóż na odrost i potem leciutko spryskaj pozostałe włosy i dopiero rozprowadź farbę - doskonale wypełni puste końce i będzie równiej.
Woda normalna z kranu ma procentowość 0,8%. Stosowane (normalnie) przez fryzjerów (normalnych) na klientkach (normalnych) mają 4 składy: vol 10 – 3%, vol 20 – 6%, vol 30 – 9% i vol 40 – 12%. Te handlowe określenia są o tyle fajne, że pierwsza cyfra wskazuje w jakim stopniu taka woda rozjaśnia włos – naturalny oczywiście. Czyli 10 – o jeden, 20 – o dwa 30 – o trzy i 40 – o cztery. Nie wierz więc oszustom chemicznym, że super jasna farba rozjaśni Ci włosy o więcej niż 4 tony. Jeśli chcesz np. jednorazowo pomalować sobie włosy, ale nie chcesz raczej wracać do tej koloryzacji i szkoda Ci na dwie farby - kup dużo tańsze wody: zastosuj niżej procentową na odrost, mocniejszą o jeden vol na końce i też będzie git.
Skąd masz wiedzieć, jak ocenić odcień włosów? Cóż, znowu pozostaje żałować tragedii polskiej szkoły, uczysz się bowiem jakichś bzdur, ale nic jak koło siebie zrobić. A są dwa sposoby, żeby po trzydziestce mieć na torebkę: pierwszy to intensywnie uczyć się już w gimnazjum, żeby się dostać do porządnego liceum, biegać na język i zajęcia dodatkowe, potem zakuwać w LO, korki, trzy języki, świetnie matura, żadnych przyjaciół, potem trzy kierunki, następnie jakaś średnio przypadkowa praca, mąż – czyli ten co z rozbiegu został po czasach studenckich (wiadomo, do trzydziechy trzeba zdążyć ze starym i dzieciarem), bachor, którego będziesz potem w wolnych chwilach przepraszać, że go wyciągnęłaś na ten koszmarny świat, potem raty za M3, no i w końcu jakiś mały awans, w tym nierówno uprawnionym wyścigu, wynikającym z równouprawnienia i trzydziestego może w końcu starczy na torebkę – jak się nic nie zepsuje... Jest też drugi sposób: nie jeść po osiemnastej, aerobik dwa razy w tygodniu i dyskoteka z gośćmi po czterdziestce.
Odcienie włosów są podzielone na 10 tonów. 1 to super czerń, a 10 to bardzo jasny blond - ot i cała tajemnica.
Dowiedziałyście się dzisiaj, jak przygotować się przy naturalnym podkładzie do farbowania. Na następny odcinek planuję omówienie innych podkładów. Bez pośpiechu, ale na czas, doczłapiemy się potem do następnych zagadnień z farbowania.
Dzięki za miłe komentarze pod artykułem. Po kilku widziałem, że mnie już cytują w internecie. Że znaczy się głupie. No i Bogu dzięki, bo się chyba milej czyta. Jak masz ochotę napisać mi jakiś komplement, to bardzo proszę. Możesz nawet nie czytać i od razu napisać komplement – jakbyś nie miała czasu. Masz też moją zgodę na opowiadanie i cytowanie mnie koleżankom, mamie i siostrze też...
Sławek
Stawarczyk, fryzjer,
autor książki „Ślub, czyli jak nie wtopić”
STYLIZACJE NA OBJĘTOŚĆ
NAGA PRAWDA O LOKÓWKACH, SUSZARKACH I PROSTOWNICACH DO WŁOSÓW
O WŁOSACH I MIKOŁAJU, CZYLI JAK DBAĆ O WŁOSY W ZIMIE
OKIEM FRYZJERA:
STYLIZACJE NA OBJĘTOŚĆ
NAGA PRAWDA O LOKÓWKACH, SUSZARKACH I PROSTOWNICACH DO WŁOSÓW
O WŁOSACH I MIKOŁAJU, CZYLI JAK DBAĆ O WŁOSY W ZIMIE


