Okiem fryzjera: naga prawda o lokówkach, suszarkach i prostownicach do włosów

05-01-2010
fot.: stylebell.files.wordpress.com 


Byłem dziś pierwszy dzień w pracy, w Nowym Roku. Teraz to dzień, jak co dzień, może poza tym, że mamy wyjątkowo piękną zimę. Siedem lat temu, kiedy przeżywałem swój pierwszy noworoczny dzień w swoim zakładzie – tak zakładzie, miał 25 metrów kwadratowych i nawet mieściło tam się solarium – więc żaden tam salon. Przyszedłem rano. Był to okres, kiedy dopiero dorabiałem się klientów, więc mój dzień, to często przerwa między pierwszy klientem o 11-tej i ostatnim ok.19-stej. Nigdy w życiu nie udało mi się przeczytać tylu książek... W ten poranek nie pędziłem tam ze względu na jakąś super ważną lekturę. Po prostu - miałem mieszkanie do remontu, nie dostałem kredytu i miałem jeden piec, w jednym pomieszczeniu na siedemdziesięciu metrach poddasza. Moją ekstrawagancją było wtedy posiadanie dwóch kołder. Ta dodatkowa, cieplejsza na sedes. Do pracy przyjechałem więc z radością! Tu płaciłem ryczałt za ogrzewanie. Spokojnie zabrałem się za książkę. Do dziś uważam, że praca fryzjera jest super, miłe miejsce, dobra kawka i gazetka, albo książka, gdyby nie ci klienci...

Zastanawiałem się, kogo może licho przywieźć do mnie w taki dzień. Byłem przekonany, że kto miał sobie zrobić włosy, dokonał tego przed świętami, ostatecznie przed Sylwestrem. Tak to w Polsce jest, że żyjemy według katolickich dedlajnów usługowych. A jednak! Znalazła się panna, która potrzebowała mnie bardziej niż kiedykolwiek. Co ciekawe była u mnie dwa tygodnie wcześniej. Zmartwiłem się, że może jakaś reklamacja. Ale nie, po prostu dostała petardą w głowę i potrzebowała coś zrobić z resztką spalonych włosów z jednej strony.

Popularnie uważa się, że włosy można spalić przez kilka z zabiegów fryzjerskich. Niekoniecznie petardą. Opinia ta wynika z tego, że wiele procesów we fryzjerstwie to utlenianie, czyli popularnie palenie - jak to jest w rzeczywistości? Zajmijmy się tymi mechanicznymi, z pozoru bardziej efektownymi.

Czy można zniszczyć włosy prostownicą, albo lokówką, czy przez suszenie? To najpopularniejsze obawy użytkowniczek i ich przekonanie o powodzie podcinania końcówek. Włosy wytrzymują do 210 – 220 stopni celsjusza. To sporo. Oczywiście wiele zależy od ich grubości i kondycji – te przesuszone są mniej tolerancyjne. Prostownice i lokówki musiałyby mieć dużo silniejszą grzałkę i przepływ prądu, niż zaplanował konstruktor, żeby rzeczywiście można je uznać za niebezpieczne. To się rzadko zdarza, a nawet bardzo rzadko - zazwyczaj jest na odwrót. Prostownice i lokówki zazwyczaj NIE DOGRZEWAJĄ  i trzeba nimi przeciągać i przeciągać i przeciągać.. Skutek? Połamane przez mechaniczne szarpanie końcówki oraz przesuszone przez ciągłe pocieranie pasma. 

Może to będzie dla ciebie szok, ale prostownica – szczególnie z dobrą temperaturą nagrzewania - działa pozytywnie na powierzchnię włosów! Idąc od nasady, aż po końce, domykamy łuski włosowe, które naturalnie układają się w choinkę od skóry głowy, ku szczytom. I to uszczelnia włos, daje połysk, ułatwia rozczesanie i poprawia stabilność wilgoci wewnątrz.
Jednak, gdy potrzebujesz przeciągnąć trzy, albo i więcej razy, tracisz tę dobroczynna moc. Łuski są dość delikatne i podkręcane kilkakrotnie, wywijają się na zewnątrz i ... tzw. dupa. Włos staje się otwarty i wszystko jest na odwrót.

Prostownica: ale jaka??


Przy zakupie prostownicy, nie podniecaj się żadną jej zaletą której nie rozumie pięcioletnie dziecko: mam na myśli słowa "jonizacja", "jonizacja ujemna", „podczerwień", "płytki z barbiduranów" czy cokolwiek. Dobra prostownica musi kosztować ponad dwieście, inaczej się nie da. A co do płytek, to i tak z czego by nie były, nie nadają się do jedzenia, więc to też nieistotne. Zwróć jedynie uwagę, żeby płytki nie miały ostrych załamań – bo zostaną na włosach ślady, dobrze też, żeby się wyginały, wtedy można blisko skóry operować.

Idealnie jak prostownica będzie się nagrzewać w 5 sekund – bo tu to rzeczywiście szkoda czasu i osobiście polecam taką, żebyś mogła obsługiwać ją jedna ręką. Powinna być na tyle cienka, albo z tych mini, żebyś mogła jedną ręką podstawiać sobie pasmo na grzebieniu, podczas gdy drugą zaciskasz ją na wybranych włosach. Jak można w ogóle ściskać ją dwoma rękami i spodziewać się jakiegoś efektu?! Pewnie można... skoro tyle kobiet tak robi.
Dobrze też, żeby szybko stygła, wtedy możesz ją ze sobą wziąć do torebki i poprasować grzyweczkę, gdzieś między piwem a dżinem, z tonikiem, albo Czesiem.

Lokówki...


W lokówkach ważne są podobne atuty, z tym, że rozmiar bardziej decyduje o wielkości loków i niekoniecznie przeszkadza w obsłudze. Najfajniejsze są te zwężane ku końcowi, wtedy można uzyskiwać różne rozmiary i naturalny efekt zmniejszania się wraz z długością. Niestety, również i w tym przypadku badania naukowe przeprowadzone na klientkach w moim salonie (nie na zwierzętach!) dowodzą, że poniżej dwóch stów, to raczej nie da się nic sensownego kupić.

 Suszarki do włosów...


Wracając do szkodliwej temperatury, inaczej jest z suszarkami do włosów: one to potrafią dawać czadu! Moja przyjaciółka i muza w koloryzacjach – Daria Kegel, którą tu zresztą pozdrawiam – ma taką fantastyczną maszynę, która po włączeniu zmusza do zakładania okularów zabezpieczających, bo fale dźwiękowe podwijają normalnie rzęsy jak nie jeden Rimmel na szczotce do toalety. Kiedy pracowaliśmy razem, podchodziłem od tyłu i krzyczałem do klientki, na cały głos: „Podoba się?!“ Wyrwana z letargu spowodowanego południowym monsunem mechanicznym kobieta pękała ze śmiechu..

Ale zazwyczaj to nie narzędzie jest niebezpieczne, ale jego użytkownik. Bo kto to widział suszyć wkładając sobie suszarkę w odrost? Z reguły nie uważamy i ze względu na wszechobecny pośpiech, staramy się wykorzystać urządzenie na maksa.
Po włączeniu suszarki dobrze jest chwilkę - na prawdę małą, odczekać – i potem suszyć fryzurę raczej strumieniem, z odległości kilkunastu centymetrów. Zbyt gorące powietrze z suszarki nie tylko rzeczywiście uszkadza włosy, ale, o czym się rzadko wspomina, powoduje przepocenie i przetłuszczenie skóry głowy i to tuż po myciu. I tu zaczyna się zaklęty krąg: przetłuszcza się, więc myjemy częściej, mamy mniej czasu, spieszymy się, suszymy byle jak i z bliska i tak dalej. To nie jest oszczędność czasu w skali tygodnia - myjesz je dwa razy częściej, niż to konieczne. Byłoby sensowniej, gdybyś zainwestowała parę minut więcej w suszenie - w prawidłowe suszenie. Zmień bilansowanie czasu na włosy, z dobowego, na tygodniowy, albo miesięczny i zrozumiesz, co mam na myśli.

Co do doboru i cen, to technologia jest po naszej stronie (w przeciwieństwie do cen). Z równie dużą nonszalancją, co nabijałem się z nazewnictwa prostownic, podniecam się tymi samymi napisami na tym sprzęcie. Najnowsze suszarki już nie cechują się tym, że mają większą moc. Zmienia się technologię suszenia. Tutaj jonizacja powietrza powoduje odparowanie wody z powierzchni włosa, a nie całej wody w okolicy. Efekt jest taki, że mamy szybciej suche włosy i wewnątrz nich prawidłowe nawilżenie. Na targach w Bolonii pokazują już nawet takie cuda, że włączony silnik podrywa ją podczas pracy i przez to jest ona lżejsza o połowę, niż wyłączona. I do tego super cicha.
Ale to w domu raczej pieśń przyszłości: moja suszarka ma moc 450 kw (czyli jakieś 3 razy mniej od przeciętnej profesjonalnej) i suszy o pięć minut szybciej (pomnóż to przez 15 osób dziennie) ale kosztowała 850 złotych. I nie krzyczę przy niej, kiedy suszę. Wyję przez zęby jedynie przy zakupie.

Sławek Stawarczyk, fryzjer z Poznania


Autor: Sławek Stawarczyk | 

Newsletter

Jeśli chcesz być powiadamiana o nowosciach zapisz się do naszego biuletynu