Rozmowa z Iloną Gołębiewską


Ilona Gołębiowska

Rozmawiamy z Iloną Gołębiewską, autorką m.in. sagi o starym domu, oraz takich powieści jak „Miłość ma twoje imię” i  „Teatr pod Białym Latawcem”.

„Podaruj mi jutro” otwiera czterotomową sagę rodzinną. Można powiedzieć, że po sukcesie trylogii o starym domu, staje się Pani specjalistką od tworzenia sag rodzinnych. Czy pisząc pierwszy tom, ma już Pani w głowie zarys pozostałych części, a może nawet zakończenie całej historii, czy raczej stawia Pani na spontaniczność?

Będzie to saga jednak daleka od podziału na tomy, które należy czytać w kolejności. Każda z książek będzie zupełnie oddzielną, zamkniętą historią o życiu jednej z kobiet z rodziny Horczyńskich, czyli: Anieli, Sabiny, Klary i Lilianny. Wstępnie zaplanowałam cztery powieści, jednak zostawiam sobie marginesy swobody na potencjalne zmiany w liczbie książek związanych z sagą o dworze na Lipowym Wzgórzu. Czy jestem specjalistką od sag? Wszystko potoczyło się dosyć naturalnie. Saga o starym domu składa się z trzech powieści, ponieważ chcąc opisać zawiłe losy jednej rodziny, trudno ograniczyć się tylko do jednej książki. Potem wydałam dwie pojedyncze powieści – „Miłość ma twoje imię” i „Teatr pod Białym Latawcem”. Teraz przyszedł czas na sagę o dworze na Lipowym Wzgórzu.

Zaczynając pisać nową powieść, wiem, ile będzie miała stron, ile rozdziałów, jaka będzie jej objętość pod względem znaków w tekście. Jestem dosyć zorganizowana, poza tym taka wiedza na samym początku zdecydowanie ułatwia pisanie i trzyma w ryzach. A że pisać lubię, to niekiedy jest pokusa, by wyjść poza wyznaczoną liczbę stron. Mam też wstępny plan z podziałem na wątki. Jest to konieczne, ponieważ moje powieści są wielowątkowe, przeplatają się w fabule, niekiedy ze sobą łączą. Nie mając planu zapewne bym się pogubiła, po drodze pominęła kilku bohaterów i finalnie książka mogłaby być mocno niespójna. Zatem organizacja sprzyja pisaniu. Ale jak to w życiu, tak i w książkach… Czasami bohaterowie rządzą się po swojemu, zatem do planu wprowadzam zmiany i na nowo organizuję któryś z wątków.

Pani książki pełne są emocji. Wzruszają, bawią, a także uczą. O jakich emocjach pisze się Pani najtrudniej?

Nie ma znaczenia, o jakich emocjach piszę, zarówno te pozytywne, jak i negatywne mogą przysporzyć sporo trudności lub wręcz przeciwnie – idealnie dają się przenieść na kolejne strony powieści. Jest coś znacznie trudniejszego. A mianowicie to, by opisane w powieści emocje były wiarygodne. By sprawiały, że podczas lektury czytelnik razem z bohaterami będzie się śmiał, cieszył, zaskakiwał, a niekiedy wzruszał czy przeżywał tragiczne i trudne wydarzenia. Tak, by po skończeniu powieści jeszcze długo pozostała ona w jego myślach i sercu. Kolejną trudnością jest dobranie odpowiednich słów do opisania określonych emocji. Łatwiej jest je sobie wyobrazić, wymyślić niż opisać. I tu ważna rola autora, by jednak znalazł na to sposób. Myślę że jest nim mocne „wejście” w powieść, życie emocjami bohaterów, bycie z nimi w myślach. Ja tak robię i po opiniach czytelników wiem, że efekty mojej pracy spełniają ich oczekiwania, a lektura moich książek przynosi im wiele emocji.

W kolejnej części sagi o dworze na Lipowym Wzgórzu ma się pojawić wątek kryminalny. Pewne ślady zainteresowania tajemnicami i intrygami widać w Pani książkach, weźmy chociażby tropienie przeszłości i mrocznych losów przodków. Z czego one wynikają? Czy to przejaw sympatii Ilony Gołębiewskiej do literatury sensacyjnej?

Tak jak wspominałam, to nie będą tomy, tylko każda z powieści będzie odrębną, zamkniętą historią. Już w „Podaruj mi jutro” pojawia się tajemnica z przeszłości, a nawet dwie. Jedna dotyczy pogromu lokalnego oddziału żołnierzy, do którego doszło na Czarnym Szańcu dokładnie 20 października 1942 roku. Ktoś zdradził i posłał wojennych współbraci na pewną śmierć. W tym samym czasie pojawiły się plotki, jakoby zdrady dopuścił się ojciec Anieli, czyli Fiodor Horczyński. Aniela będzie chciała rozwiązać tajemnicę sprzed lat i oczyścić dobre imię ojca. Poza tym przez niemal całe życie szuka Witka, chłopaka, w którym zakochała się tuż po maturze. Witek z dnia na dzień zniknął. Aniela nie wie, co się z nim stało, ale wierzy, że żyje i jeszcze się kiedyś spotkają.

Lubię tajemnice, zagadki, historie z przeszłości. Czytam dużo biografii i wciąż się dziwię, że życie niektórych ludzi jest jedną wielką tajemnicą. Kto wie… może kiedyś napiszę soczysty kryminał lub powieść sensacyjną.

Kobiety to najmocniejsze spoiwo Pani książek. Silne bohaterki, które mogą być dla czytelniczek wzorem, pojawiają się w każdej z Pani powieści. Skąd czerpią siłę, by stawiać czoła przeciwnościom losu?

Ogólnie myślę, że kobiety mają w sobie wielką siłę. Wręcz mam odwagę twierdzić, że gdyby nie kobiety nasz świat wyglądałby inaczej, znacznie gorzej. Mają w sobie tak wielkie pokłady empatii, wsparcia dla innych, odwagi. Są w stanie zrobić bardzo wiele dla swoich dzieci, rodzin, przyjaciół. Zdobywają coraz wyższe stanowiska, są świetnymi pracownikami, potrafią zarządzać grupą. Niestety nadal są niedoceniane, a z pewnością nie tak, jak na to zasługują. Ich siła to duże pokłady nadziei, cieszą się dobrą chwilą i szczęściem tych, których kochają, szukają wsparcia pośród bliskich i przyjaciół. Rozmawiają z innymi kobietami, okazują troskę, czasami się złoszczą. Nie są idealne, ale znają życie i wiedzą, że w każdej chwili może zdarzyć się coś, co je odmieni na dobre lub złe. Jednak wierzą w siłę dobrych myśli i w przyszłość patrzą z pozytywnym nastawieniem.

Która z Pani bohaterek najbardziej przypomina Panią? Czy kreując postaci występujące w Pani prozie, czerpie Pani inspiracje z rzeczywistości?

Trudno mi to ocenić. Jak już to możemy mieć podobne wybrane cechy charakteru. Tak jak Zuzanna Widawska z „Teatru pod Białym Latawcem” jestem dosyć zorganizowaną osobą, z jasno sprecyzowanymi celami, lubię pracować, stawiać sobie coraz wyżej poprzeczkę, za jakiekolwiek niepowodzenia nie lubię zwalać winy na los, innych ludzi. Raczej zastanawiam się, co mogłabym poprawić, żeby było lepiej. Tak samo jak Alicja Pniewska z sagi o starym domu lubię i umiem słuchać innych ludzi, chętnie pomagam, jestem wrażliwa na czyjąś krzywdę. Do Anieli Horczyńskiej z „Podaruj mi jutro” jestem podobna pod względem zamiłowania do sztuki, starych przedmiotów, rodzinnych historii.

Spotkani ludzie, ich wygląd, charakter, sposób bycia, ubiór są dla mnie inspiracją do kreacji literackich bohaterów. Jedynie ich podpatruję i „pożyczam” na użytek powieści to, co chciałabym, żeby mieli moi bohaterowie. Wszystko inne jest efektem mojej wyobraźni.

Jaka myśl przewodnia towarzyszy Pani na co dzień?

Bliska jest mi myśl Cycerona: „Człowiek potrzebuje do życia ogrodów i bibliotek”. U mnie się ona sprawdza. Jak mam ciężki dzień lub mnóstwo problemów, wtedy idę do lasu. Tam szybko łapię dystans do całego świata, w głowie układam sobie nadmiar myśli, z ulgą stwierdzam, co jest dla mnie ważne, a na co właściwie w ogóle nie powinnam zwracać uwagi. Wychowałam się na wsi i kontakt z naturą jest dla mnie istotny. Pozwala nabrać dystansu, jest niezbędny dla zachowania zdrowia psychicznego i równowagi emocjonalnej. Dlatego większość powieści napisałam w swoim starym drewnianym domu zlokalizowanym na urokliwej mazowieckiej wsi. A książki? Nie bez powodu mówi się, że to pokarm dla duszy. Podzielam tę tezę i czytam w każdej wolnej chwili. Najlepiej w plenerze.

Jak wygląda Pani proces twórczy? Proszę nam coś zdradzić o swoich pisarskich zwyczajach.

Jak już wspominałam, przystępując do pisania nowej powieści, mam zaplanowaną jej objętość pod względem znaków, liczbę stron i rozdziałów oraz wstępny ramowy plan. Sama też wyznaczam sobie termin napisania powieści i mocno się go trzymam. Co jeszcze? Uwielbiam pisać na wsi, w lecie siedzę na tarasie albo w altance, zimą piszę do późna i muszę mieć zapaloną świecę, która mnie mocno wycisza. Ogólnie lubię pisać nocą – sprzyja zebraniu myśli, wyciszeniu, pozwala mocno wczuć się w opisywaną historię. Poza tym muszę mieć ciszę, coś dobrego do picia i wygodne miejsce do siedzenia. Pisanie to żmudna, rzemieślnicza praca. Ale jeśli jest dla kogoś ogromną pasją (tak jak dla mnie), to sprawia wiele radości, daje mnóstwo satysfakcji i jest wspaniałą przygodą. Ma jeszcze jeden ogromny plus – kontakt z czytelnikami, którzy obdarzają mnie wsparciem, dobrym słowem, motywują do dalszej pracy. Jestem ogromną szczęściarą!

Dziękuję za rozmowę.

Ilona Gołębiowska

Poprzedni Jak ujędrnić piersi? Skuteczne sposoby na piękny biust
Następny PARFOIS ŚWIĘTUJE SWOJE 10 URODZINY W POLSCE!