Płacz


„W trzeciej części cyklu wrocławskiego Marta Kisiel domyka opowieść o tym, w jaki sposób przeszłość wpływa na teraźniejsze wybory. Czasami bohaterki próbują zbyt szybko pogodzić się z własną historią, która wymyka im się i gubi tropy. Ale jak mówi jedna z nich, nie ma sensu żałować tego, co było — każde zdarzenie z naszego życia stworzyło nas takimi, jakimi jesteśmy. Lepiej skupić się na tym, co dzieje się teraz. Tylko co to takiego jest i czemu jest tak straszne? W powieści Marty Kisiel czasem trudno oddzielić prawdę od fikcji, a światy alternatywne wydają się niepokojąco blisko naszych. Lecz niezależnie od tego, w której rzeczywistości tkwimy, wciąż desperacko próbujemy być szczęśliwymi” – Sylwia Chutnik

Są takie przygody, które zostają w człowieku na zawsze. Są takie przygody, po których nie ma co zbierać. Kiedy prawda o przeszłości zamiast wyzwolenia przynosi jedynie nową traumę, trzem pannom Stern pozostaje już tylko ucieczka od siebie nawzajem. Dopiero wołanie z zaświatów sprawia, że ścieżki dawnych przyjaciół spotykają się raz jeszcze. Czy tajemnicze zaginięcie sprzed wielu lat i dramatyczna wyprawa na ratunek Eleonorze zdołają na dobre scementować rodzinę? Czy też kolejne zanurzenie w czasie dla wszystkich okaże się tym ostatnim?

Dramatyczna opowieść o podnoszeniu się z gruzów, osadzona w pełnej tajemnic i grozy scenerii Gór Sowich.

Marta Kisiel (1982) – urodzona we Wrocławiu pisarka i tłumaczka. Debiutowała w 2006 roku opowiadaniem „Rozmowa dyskwalifikacyjna”. Na swoim koncie ma ukochany przez czytelników cykl „Dożywocie” („Dożywocie”, „Siła niższa”, „Szaławiła”, „Oczy uroczne”), książki dla dzieci „Małe Licho i tajemnica Niebożątka” i „Małe Licho i anioł z kamienia”, zbiór opowiadań „Pierwsze słowo” oraz powieści z cyklu wrocławskiego: „Nomen omen” i „Toń”, który w 2020 roku domyka „Płacz”. Sześciokrotnie nominowana do Nagrody im. Janusza A. Zajdla, statuetkę zdobyła dwukrotnie, za opowiadania „Szaławiła” i „Pierwsze słowo”. Jej powieść „Małe Licho i tajemnica Niebożątka” została wybrana Książką Roku 2018 w plebiscycie Lubimyczytac.pl w kategorii literatura dla dzieci, a w czerwcu 2019 r. zdobyła Nagrodę im. Ferdynanda Wspaniałego dla najlepszej książki dla dzieci 2018 roku. Kolejna powieść dla dzieci „Małe Licho i anioł z kamienia” otrzymała tytuł Książki Roku Polskiej Sekcji IBBY.

Fragment

Zanim się obejrzał, kiepski poranek po kiepskiej nocy przeszedł w równie kiepskie popołudnie. Przez tępy ból, który na dobre rozgościł się między jego brwiami, nie mógł się na niczym skupić. Nie żeby miał na czym – budzik w kształcie pokemona, największy skarb czterolatka z ewidentnym przerostem migdałków, był już naprawiony i czekał na odbiór. Części posegregowane. Czarodziejska góra przeczytana do ostatniej kropki.
Sęk w tym, że niedobór zajęć skutkował u niego nadmiarem myśli. A nadmiar myśli… cóż. Ostatnio zawsze kończył się kacem.
Pewnie dlatego Gerd odebrał, kiedy około trzynastej w zakładzie zadzwonił telefon. Pewnie dlatego się zgodził.
– Zegarmistrz, słucham.
– Ach, dzień dobry, serdeńko – zaćwierkało po drugiej stronie słodkim falsetem. – Poratujesz starą kobietę w potrzebie?
– A to zależy od potrzeby – odparł przewrotnie.
– Och, nie kuś, hultaju, nie kuś starowinki! – zaśmiała się. – Bo jeszcze się zgodzę i będzie ci przykro. Chodzi o zegar po stryjecznym wuju babki nieboszczki, niech spoczywa w pokoju. Ale tylko babka, bo wuj to był skończony drań, birbant i niecnota, niech go żrą robaki.
– Zakładam, że się zepsuł.
– Wuj? Ja myślę, zmarło mu się w trzydziestym czwartym.
– Zegar.
– A tak, tak, zepsuty. Na amen zepsuty.
Gdzieś w tle coś huknęło, brzęknęło, by na koniec jęknąć żałościwie, przeciągle.
– Co to było?! – zapytał Gerd, odruchowo podrywając się z krzesła.
– Agonalny jęk szacownego mechanizmu. Przepraszam, czy szacowny mechanizm mógłby?… Dziękuję. Składasz wizyty domowe, serdeńko?
– Eee… raczej nie. Niech pani zamówi transport. Znam jedną firmę, która…
– To nie worek ziemniaków, serdeńko – nie pozwoliła mu dokończyć – ani regał ze szwedzkiego paździerza w promocyjnej cenie, tylko oryginalny Gustav Becker, rocznik dziewięćdziesiąty pierwszy. Tysiąc osiemset dziewięćdziesiąty pierwszy.
– Pierwsza seria?
– Sam rozumiesz. Kawał wiekowego klamota.
– Okej. Okej, w takim razie przyjadę. Może…
– Bardzo zależy mi na czasie. – Rozmówczyni znów przerwała mu swobodnie, nie przestając ćwierkać, co było trochę niepokojące. Aż miał ochotę odsunąć się na bezpieczną odległość. – Wiesz, lata już nie te, ostroga coraz bardziej doskwiera, mogę nie doczekać, aż mi Gutek znowu zabimba jak w czterdziestym szóstym… Chętnie dopłacę za fatygę i taryfę z mej nędznej emerytury, bylebyś przyjechał jeszcze dziś. Najlepiej zaraz.
Przytknął palce do brwi i kilka razy mocno potarł, w nadziei, że wyciśnie ból jak nabrzmiałego pryszcza. Becker z pierwszej serii… Miał słabość do starych werków.
– No… no dobrze – mruknął wreszcie i rzucił okiem na zegarek – ale nie wyrobię się wcześniej niż na…
– Doskonale. Czyli zaraz. Słowo harcerza?
Gerd westchnął.
– Słowo harcerza. – Znalazł piszący długopis, a spod blatu wyszarpnął jakąś kartkę. – Niech pani poda dokładny adres.
Dałby głowę, że zanim odpowiedziała, głosem już zupełnie nierozćwierkanym, najpierw się zaśmiała. Cicho, gardłowo. Kpiąco.
– Aleja Lipowa pięć, serdeńko.
Trzeba się było wtedy rozłączyć. I uciec do Szwecji pierwszym promem, choćby i z paździerza.

Poprzedni Czym są peelingi i dlaczego warto ich używać?
Następny Prawda i kłamstwa