Jak przestać się bać? Rozmowa z Joanną Godecką, autorką poradnika „Przestań się zamartwiać”


O przyczynach nadmiernego lęku, czarnowidztwa i nerwicy – klątwy naszych czasów, opowiada Joanna Godecka, autorka niedawno wydanej książki „Przestań się zamartwiać”.

Po czym rozpoznać, że odczuwamy lęk? Jakie są jego najbardziej widoczne objawy, które powinny zwrócić naszą uwagę?

W książce piszę o rodzaju lęku, którego źródłem jest brak poczucia bezpieczeństwa. Nie jest on funkcjonalny (czyli uzasadniony jak np. lęk przed samotnym spacerowaniem w niebezpiecznych miejscach), gdyż nie ma konkretnego źródła albo jego przyczyna jest niewspółmierna do odczuwanych objawów. Przykładem może być przejmowanie się drobiazgami, czarnowidztwo, stale towarzyszące nam uczucie niepokoju, jakby wydarzenie się czegoś niedobrego było tylko kwestią czasu. To uniemożliwia cieszenie się sukcesami i każe ciągle zabezpieczać się przed ewentualnymi porażkami.

Może to być także zbyt częste zamartwianie się o dzieci, partnera, innych członków rodziny lub też o przyszłość, utratę pracy, doświadczenie poważnej choroby, a także napięcie i bezsenność w momentach, w których mamy przed sobą wyzwania i potrzebujemy być w dobrej formie. To wszystko stanowi sygnał, że nie czujemy się bezpiecznie w naszej rzeczywistości.

Samotność, bezrobocie, rozpad związku, problemy finansowe. Co nas najczęściej stresuje?

Zwykle to, co wiąże się z obszarem, w którym nie czujemy się pewnie. Czasem rozwija się w nas obawa przed brakiem pieniędzy, kiedy indziej przed porzuceniem przez partnera, samotnością itp. Przed relacjami z bliskimi, ale także relacjami społecznymi. Jeśli zakładamy, że sobie nie poradzimy, czujemy się bezradni. A jeśli ktoś postrzega siebie generalnie jako słabego i bezbronnego, lęk towarzyszy jego życiu stale.

Czy zamartwianie się to domena kobiet, czy mężczyźni również przejawiają takie skłonności?

Statystyki pokazują, że kobiety częściej się zamartwiają. Prawdopodobnie jest to związane z pewną formułą kobiecości. Kobieta to ta troskliwa, opiekuńcza, przejmująca się wszystkim osoba, która próbuje kontrolować rzeczywistość, by uniknąć niepowodzeń własnych oraz swoich bliskich. Przypominająca partnerowi i dzieciom o rozmaitych powinnościach. Jeśli babcia, mama tak pojmowały swoją rolę, to staje się ona oczywistością dla kolejnego pokolenia kobiet. Obecnie próbujemy godzić wiele ról, do tego dochodzą obciążenia zawodowe, więc poziom stresu ciągle rośnie.

Skąd bierze się w nas tendencja do snucia czarnych scenariuszy i obsesyjnego roztrząsania rzeczy, które w ogóle mogą się nie wydarzyć?

To się dzieje, kiedy uważamy, że kontrolowanie wszystkiego wokół uchroni nas przed ryzykiem porażki. Mylnie zakładamy, że martwienie się jest równoznaczne z poszukiwaniem rozwiązania, wyjścia z sytuacji itp. Ale to nieprawda, gdyż poszukiwanie rozwiązania jest skupieniem się na konstruktywnych strategiach, a my tego nie robimy. Zaczynamy roztrząsać najróżniejsze scenariusze, głównie czarne, by przygotować się na wszystkie możliwe warianty niepowodzeń. Tyle, że życie pisze własny scenariusz i to, co sobie wyobrażamy, z reguły się nie wydarza.

Kiedy coś nas trapi, źle śpimy, źle jemy, cierpimy na złe samopoczucie. W jaki jeszcze sposób może się na nas odbić permanentny stres i życie w ciągłym napięciu?

O skutkach stresu sporo się obecnie mówi, dla nikogo nie powinno więc być niespodzianką, że jego wynikiem może być poważna choroba. W schorzeniach układu krążenia, rozwoju procesów nowotworowych, depresji ma on niemały udział. Ale nie tylko. Eksperci z amerykańskiego Kansas State University szacują, że nawet 85% wizyt u lekarzy jest spowodowanych dolegliwościami, do których przyczynił się stres.
No i oczywiście efektem przedłużającego się braku poczucia bezpieczeństwa stają się nerwice, stany lękowe, lęk uogólniony, napady paniki itp.

Wielu ludzi mówi: „Ja się niczym nie przejmuję”, „Będzie, co ma być” itd. Czy wierzy Pani, że istnieją ludzie, którzy naprawdę się nie stresują?

Sukces to dochodzenie do granicy możliwości i przekraczanie strefy komfortu, więc jeśli chcemy się rozwijać, stres jest nieunikniony.
Jeśli jednak patrzymy na swoje życie z odpowiedniej perspektywy, nie przeceniamy ani porażki, ani sukcesu, dostrzegamy w wyzwaniach aspekt rozwojowy, a przede wszystkim kiedy ufamy sobie, wierzymy we własną siłę, wówczas stres jest mobilizujący. Wtedy się nie przejmujemy, ale podchodzimy do życia pozytywnie.

Czego czytelnik może oczekiwać po lekturze Pani najnowszej książki?

Mam nadzieję, że znajdzie tu zachętę do zmierzenia się z własnym brakiem poczucia bezpieczeństwa, a także inspirację do zmiany myślenia. W książce przedstawiam metody, które mogą wspierać leczenie farmakologiczne, niekiedy niezbędne przy zaburzeniach lękowych. Również przestawienie się na autoterapię pomagającą w osiągnięciu emocjonalnej równowagi będzie łatwiejsze.

W przypadku łagodniejszych form odczuwania lęku, czyli martwienia się, niepokoju, napięcia wskazówki powinny okazać się wystarczające, aby z takim lękiem sobie samodzielnie poradzić.
Dla osób dopiero wkraczających w życie okażą się przydatne do wypracowania stylu myślenia, które sprzyja budowaniu komfortowej i jak najmniej stresującej przyszłości.

Poprzedni Jeden krem – niezliczona ilość zastosowań
Następny Z patelnią grillową za pan brat, czyli wszystko, co powinniście o niej wiedzieć